wysłany: 2011-02-25 20:50:32
Niedawno zatrzymano mnie i moją koleżankę (15 lat) przy wychodzeniu przez bramkę, w której oczywiście włączył się alarm. Było to spowodowane tym, iż kasjerka nie rozkodowała mojej marynarki, którą kupiłam. Podszedł pan ochroniarz i powiedział "Proszę za mną". Uprzejmie zapytałam, czy możemy przejść jeszcze raz? W moim mniemaniu ochroniarz powinien pozwolić przejść nam pojedynczo, przeprowadzić moją torbę z zakupami przez bramkę, jednak w odpowiedzi usłyszałam "Powiedziałem proszę za mną!". W drodze na górę, gdzie znajdowało się pomieszczenie, w którym pewnie miałybyśmy zostać przeszukane, ochroniarz pytał nas "Czy macie panie coś należącego do sklepu, za co panie nie zapłaciły?", na co spokojnie odpowiadałyśmy, że nie. Powiedziałam tylko, że mam marynarkę, na którą mam paragon i kupiłam ją przed chwilą. Po chwili pytał podobnie: "A teraz mówimy prawdę, mają panie coś należącego do sklepu?"; "Ale proszę nie kłamać...". Na każde pytanie z jego strony odpowiadałyśmy, iż nie posiadamy żadnej rzeczy, za którą nie zapłaciłyśmy. Dwukrotnie pytano nas o wiek - 15 lat. Gdy weszłyśmy do pokoju zastałyśmy tam drugiego mężczyznę, który pytał również o to samo. Spotkałyśmy się ze zdaniami "Ale my wezwiemy policję!"; "Niech panie nie kłamią", "To my cofniemy monitoring, i sobie zobaczymy, co panie robiły"... Poproszono nas o otwarcie torebek, wyjęcie wszystkiego z kieszeni, miałam nawet wyjąć aparat z pokrowca, by upewniono się, że nic tam nie ma. Byłyśmy wcześniej w tym sklepie a koleżanka kupiła sobie jakieś akcesoria. Oczywiście sprawdzano, czy paragon, który podała ochroniarzom zgadza się z kodami na etykietach. U koleżanki w torebce znaleziono szczotkę do włosów zakupioną dawno temu w sklepie tej samej marki; dostrzeżono też na jej nadgarstku komplet bransoletek (również zakupionych dużo wcześniej). Koleżanka spotkała się z pytaniem "Czy ma pani paragony na te rzeczy?". Moim skromnym zdaniem uznam to za nonsens. Dopiero po dłuższym czasie tych "przeszukiwań" jeden z ochroniarzy przyjrzał się mojej nowo zakupionej marynarce i zorientował się, że nie została ona rozkodowana. Mężczyzna zostawił kolegę w pomieszczeniu i poszedł z nami na dół, gdzie przeszłyśmy spokojnie przez bramkę. Dopiero tu usłyszałyśmy słowo "przepraszam". Całe zajście trwało jakieś 15 minut.
Przypomnę, iż jesteśmy nieletnie - 15 lat a do pomieszczenia na osobności poprosił nas mężczyzna, gdzie znajdował się jeszcze jeden mężczyzna. Wydaje mi się, iż sytuacja nie powinna tak wyglądać, gdyż bałyśmy się przebywać na osobności z dwoma starszymi od nas mężczyznami, którzy nie raczyli się nawet się przedstawić ani podać nam żadnej licencji, iż mają oni prawo zabrać nas w ustronne miejsce. Czy mamy więc podstawę, by wnieść sprawę o odszkodowanie? Nie jestem znawcą prawa, ale w strachu spędziłyśmy piętnaście minut, co było zupełnie niepotrzebne i nie na miejscu. Nie dotrzymano procedur... Cało zajście nie powinno się nigdy zdarzyć i zwyczajna uprzejmość ze strony ochroniarza, który zatrzymał nas przy bramkach byłaby bardzo mile widziana.
Zobacz cały wątek: Ochrona sklepowa »