Żeby to wszystko wyglądało tak pięknie a świstek papieru zapewnił normalne i zdrowe kontakty z dzieckiem. Z jednej strony niestabilna emocjonalnie matka, która przez trzy miesiące zabroniła dziecku przyjeżdżać na weekendy do ojca ( miał zagwarantowany w postanowieniu na czas trwania sprawy rozwodowej, że synek w co drugi weekend będzie u niego) i co... i nic. Po trzech miesiącach zakazu puściła dziecko do ojca na weekend tuż po urodzinach dziecka. Następnie znowu trzy miesiące zero widzeń, zmieniła swój nr telefonu, nie otwierała drzwi od mieszkania, bo zbliżały się badania RODK. Po trzech miesiącach znowu łaskawie pozwoliła przyjechać dziecku na weekend w Dzień Dziecka - oczywiście znowu po prezenty. Dziecko zapytane czy chce przyjechać na Św. Komunię swojej siostry ciotecznej zanosząc się niemiłosiernie prosiło aby tata się nie gniewał, ale on nie przyjedzie. Przez półtora roku trwała sprawa (podczas której odbyły się TRZY wokandy) ojciec płacił po 900 złotych miesięcznie na utrzymanie swojego 9 letniego synka. Na sprawie matka nie potrafiła udokumentować na co wydaje pieniądze, żadnej faktury. W piśmie podała, że dziecko będzie chodziło dodatkowo na basen i angielski - dziecko nie chodzi a ona tłumaczy synkowi, że "angielski w życiu Ci się nie przyda". Dziecko 9 letnie ma dziurawe zęby stałe, matka nie interesuje się tym bo musi kupić sobie kolejny płaszcz czy bluzkę za pieniądze ojca. Dziecko chodzi w starych butach po kimś od których zaraziło się kurzajkami. Dziecko chodzi w przykrótkich spodniach i bluzkach, aż się serce kraje bo wygląda jak "Niedojda z Krzyżaków" Przypomnę - Matka dostaje 900 zł. miesięcznie. Po drugie nastawienie sądów - wydany
wyrok a w uzasadnieniu "Małoletni od roku pozostaje pod bezpośrednią opieką matki, która posiada korzystne predyspozycje wychowawcze i wyczulona jest na potrzeby syna. Aczkolwiek aktualnie jej stan emocjonalny nie jest stabilny i nie może dać synowi pełnego oparcia psychicznego, to zapewnia dziecku pomoc psychologiczną.... Powód posiada właściwe predyspozycje, aby zajmować się synem, ma mu wiele do zaoferowania w ramach organizowania wspólnego wypoczynku i zajmowania się sprawami dydaktycznymi chłopca (opinia RODiK w Płocku k; 204-209 i zeznania biegłych K. Kot-Deptuły i M. Lewandowskiej k; 278-281 oraz wyniki badania psychologicznego k-243)..." a mimo to Sąd orzekł "Powód ma zagwarantowane prawo odbioru dziecka ze szkoły w każdy piątek poprzedzający wspólnie spędzany weekend ......Przeciwko odwożeniu do szkoły w co drugi poniedziałek, po weekendzie, jak tego domagał się powód, przemawiają względy tego rodzaju, że matka dziecka ma potrzebę wglądu w jego naukę i ubranie, a poza tym dziecko do szkoły od ojca dzieli odległość około 20 km..." Jakieś kpiny!!!! To ma być sprawiedliwość dla ojców??! Potwierdzają się słowa, że ojciec jest tak bankomat, po tym jak z jego zakładu pracy było wysyłane zaświadczenie o zarobkach ZE WSZYSTKIM deputatami a jej wystarczyło zaświadczenie ogólne ujmujące zarobki miesięczne brutto!!! do którego nie były wliczane premie po 700 złotych, wczasy pod gruszą, trzynasta pensja!!! Zamiast PITu wystarczyło zaświadczenie ze skarbówki, które nie obejmuje tego, że raz w roku ona bierze 1 000 złotych odliczeń na dziecko!! Czy to nie są dodatkowe dochody?? Na odwołanie się ojca w tej kwestii aby zostało złożone zaświadczenie jej ze WSZYSTKIMI deputatami Śąd orzekł: "Sąd nie uwzględnił wniosku powoda w przedmiocie zażądania w terminie odroczonego ogłoszenia wyroku dodatkowej informacji o zarobkach pozwanej wraz z 13-tą pensją, dodatkami, premiami i nagrodami. Informacja taka, przy uwzględnieniu rocznych dochodów osiąganych przez pozwaną w 2008r oraz jej zarobków za ostatni okres, z podaniem dotychczas wypłaconych dodatków do płacy zasadniczej, jest wystarczająca. Dane, o które wnosił powód, w sposób istotny nie wpłynęłyby na ocenę stanu finansowego pozwanej, zważywszy na miejsce i charakter wykonywanego przez nią zatrudnienia." To jakaś paranoja. Jak w tym kraju ma być dobrze???? Czy jest ktoś, kto potrafi udzielić cennych rad?? Oczywiście mój partner będzie się odwoływał, byliśmy już na konsultacji w dwóch niezależnych od siebie poradniach. Podczas "badania" w każdej z nich dziecko powiedziało, że chce widzieć się z tatą co weekend. Badający stwierdzili, że matka używa wobec dziecka szantażu emocjonalnego, tłumacząc dziecku ( co zresztą dziecko powiedziało na badaniu) "PĘKA MI SERDUSZKO JAK JEDZIESZ DO TATY". Żeby z zazdrości, że się dobrze bawimy nie obgryzać paznokci wmawiała dziecku, że BĘDZIE JEJ BARDZO SMUTNO I ZOSTANIE SAMA JAK SYNEK POJEDZIE Z TATĄ NA WAKACJE!!! W wyniku czego dziecko nie przyjechało choćby na jeden dzień do taty. Nie widziało się z nim przez całe wakacje!!. Nadmienię tylko, że owa Pani ma problemy z nadużywaniem alkoholu, jak sami psycholodzy stwierdzili "jej stan emocjonalny nie jest stabilny i nie może dać synowi pełnego oparcia psychicznego". Oczywiście matka kolekcjonuje zaświadczenia psychologiczne o tym, że syn moczy się w nocy (zrobił to tylko raz), robi z niego chorego!!! Dodam tylko, że zaświadczenia wystawia znajoma jej rodziny!! PORAŻKA NASZEGO SĄDOWNICTWA!!!!