wysłany: 2010-11-06 08:48:30
Witam. Chciałam się zwrócić do wszystkich bitych i maltretowanych kobiet! Piszę z perspektywy córki,kobiety która cale życie była bita, maltretowana, zdradzana i poniżana. Paraliżujący strach oraz szantaże w stylu "zabiję Was k..." powodowały, że w każdej awanturze raczej sterałyśmy się łagodzić sytuację i znikać z oczu, albo po prostu modliłyśmy się żeby zasnął, I nie wzywałyśmy nigdy policji, bo potem czasem było dobrze. Awantury były o wszystko. O obiad nie taki, o mokry ręcznik na sznurku, o to że światło się świeci a on k..za prąd mus płacić. Kiedyś prawie zabił mi pieska jak byłam mała bo...szczekał na niego. Zwierzątko po prostu nas broniło.Odkąd pamiętam bił mnie i mamę. Zawsze byłyśmy dla niego dnem. I taki mijały lata...Gdy mama zachorowała na raka piersi był w sanatorium. Kiedy przez łzy mówiłam mu telefonicznie co nas spotkało, powiedział, że jest na wieczorku zapoznawczym i nie może rozmawiać. Serce mi pękało...Pojawił się telefony od jakiś kobiet, pomylił się z smsem i wysłał do mnie sms ze kogoś kocha i tęskni...paranoja, ja ani mam nigdy nie usłyszałysmy słowa kocham. Przez jakiś czas jak wrócił był "w dupe miły" ale jak tylko okazało się, że nie ma wznowienia choroby po operacji wszystko wróciło do normy. Zniszczył i mnie i mamę. Przestał pić i lata codziennie do kościoła.Jest podłym człowiekiem. Błagałam mamę aby uciec od niego,ale mówiła że ona też na to wszystko pracowała wiec dlaczego ma to teraz zostawiać.Wyprowadziłam się z moim chłopakiem do sąsiedniego miasteczka.Ojciec wyzwał mnie od k...i szantażował, że ie mam wstępu do ich domu. Jeżdżę tam prawie codziennie po pracy, a ich mnie spróbuje wrzucić to zabije sk...Stało sie jednak nieszczęście, u mamy zdiagnozowano nowotwór płuc w stanie zaawansowanym. Pisze to przez lży bo doprawdy nie wiem dlaczego los jest taki okrutny. Mama jest słaba i ciężko się jej oddycha. Niby gotuje dla mamy i robi zakupy ale niestety obdzwania cała rodzinę i się żali że jest uwiązany, że ma kłodę pod nogami. Mama płacze bo ciągle jej dokucza. chciałabym ją wziąć do siebie ale wychodzę do pracy o 5 rano a wracam wedle 17. Mój chłopak pracuje na zmiany...mama nie może być sama. Nie wiem co robić. Płaczę non stop. Mam złe myśli. I serce mi się kroi...Mam to taka ciepła dobra kobieta...chyba tą dobroć swoją przypłaciła zdrowiem...Tak strasznie się boję co przyniesie przyszłość...Wiem, żę żadna z was w skrajnej sytuacji nie bedzie mogła liczyć na męża. I nie liczcie na to, że bedzie lepiej. Będzie tylko gorzej....wiem to z autopsji. Tacy ludzie działają destrukcyjnie. I często zastanawiam się jaka rolę pełni wtedy Bóg...gdzie jest i dlaczego nie kara takich zwyrodnialców, a ciagle doświadcza dorych ludzi...Uciakajcie i ratujcie swoje życie.
Zobacz cały wątek: przemoc psychiczna w domu »