Jak słusznie zauważono, prof. Kołodko nigdy nie zgodzi sie na wprowadzenie podatku liniowego, a to dlatego, że za takim rozwiązaniem jest prof. Balcerowicz. I tak oto prozaiczne względy ludzkie (w tym przypadku znany powszechnie kompleks Kołodki względem Balcerowicza) blokują przeprowadzenie zmian korzystnych dla ogółu... Ale jeszcze gorzej jest ze względami politycznymi. Z ekonomicznego punktu widzenia sprawa jest oczywista - miażdżąca większość ekonomistów nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że podatek liniowy jest włąściwym rozwiązaniem. Taka zmiana wymaga jednak decyzji politycznej i tu jest właśnie problem. Polega on na tym, że kiedy raz już się wprowadzi stawki progresywne bardzo trudno od nich odejść, gdyż na 100% wywoła to burzliwą dyskusję społeczną dot. tzw. "sprawiedliwości podatkowej", która - niestety - sprowadzić sie musi to donstatacji wyrażanej przez miażdżąca (mniej zarabiającą) większość społeczeństwa - iż "bogaci muszą płacić więcej i już". Oczywiście jest to mechanizm zawiści, a nie "sprawiedliwości podatkowej", gdyż ta ostatnia rządzi sie innymi prawami, także sprzyjającymi podatkowi liniowemu. Przyjżyjmy się jej więc przez chwilę.
Mylnie wiąże sie często pojęcie "sprawiedliwości podatkowej" z takimi kategoriami jak "zdolność podatkowa", "możliwości płatnicze podatników" i podobnymi uznając, że podatek sprawiedliwy to taki, jaki każdy może donieść przy podobnej "dolegliwości". Błąd jest tutaj podwójny: po pierwsze nigdy nie da się porównać tych "dolegliwości" i nigdy nie udowodni sie (choćby w przybliżeniu) iż 19% mało zarabiającego jest dla niego podobnie "dolegliwe" jak 40% zarabiającego więcej. Do tego dochodzi oczywiście czynnik demotywacji do zarabiania więcej i - najgorszy - bardzo silnej motywacji do ukrywania dochodów.
Ale dużo ważniejsza jest druga pomyłka związana ze "sprawiedliwością podatkową". Otóż wyznacznik tej sprawiedliwości nie powinien być powiązany ze stroną obciążaną (podatnikami), ale stroną wydającą, czyli celami, na jakie środki z podatków są przeznaczane. I tu dochodzimy do sedna spraway. "Podatek sprawiedliwy" to podatek skonstruowany tak, iż odpowiada on sprawiedliwie celom, dla których został nałożony. Inaczej mówiąc to, czy dany podatek/podatki są sprawiedliwe można ocenić jedynie przez pryzmat funkcji, jakie przyjęło na siebie państwo, obciążając ich kosztami obywateli i ich związki (korporacje, spółki itd).
I tu już dochodzimy do samego sedna. Sprawa jest bowiem de facto bardzo prosta. Odpowiedzmy sobie jakich funkcji oczekujemy od państwa. Wszyscy - bez względu na poglądy polityczne - oczekują od państwa spełnienia funkcji podstawowej i najważniejszej (dla której zresztą wymyślono właśnie państwo) czyli ZAPEWNIENIE BEZPIECZEŃSTWA (zewnętrznego i wewnętrznego). Dalej należy się zgodzić, że bezpeiczeństwo to należy się w identycznym zakresie wszystkim obywatelom państwa bez względu na jakiekolwiek ich cechy a także całemu majątkowi, jaki znajduje sie na terenie państwa - podobnie na identycznych zasadach. Z punktu widzenia cego celu najsprawiedliwszymi są dwa podatki - pogłówny (czyli płącony w tej samej kwocie przez wszystkich) i majątkowy (stanowiący jakiś - najczęściej nikły - ułamek wartości majątku znajdującego się w rękacha danego podmiotu). Te dwa podatki przeznaczone być winny prawie w całości na wojsko, policję i wymiar sprawiedliwości. Dla konserwatysty-liberała powyższe dwa podatki mogą z powodzeniem stanowić całość systemu podatkowego (oczywiście kosztuje także trochę utrzymanie administracyjnego aparatu państwowego, ale w tym przypadku jest on nikłej wielkości).
Jednakże lewicowe opcje polityczne (wygrywające z konieczności w ustrojach demokratycznych) domagają się jednak od państwa także rozlicznych innych funkcji - "darmowych":szkolnictwa, służby zdrowia, emerytur i wielu innych, także absurdalnych (np. wydatków związanych z zapewnieniem pracy lub jej substytutów - np. zasiłków). W takim przypadku państwo po prostu sięga do dochodów podatnika nie ze względu na funkcje, ale po prostu dlatego, że potrzebuje pieniędzy i musi je po prostu skądś zdobyć. Widać teraz jednak, iż przekaraczając tę granicę (wyznaczoną innymi niż podstawowa funkcjami państwa) zrywa się tak naprawdę z zasadą sprawiedliwości podatkowej, a przechodzi się do zasad efektywności podatkowej. Mówiąc w skrócie chodzi o to, aby zebrać jak najwięcej dla państwa. Jeśli chodzi o krótki okres to może to byc polityka zupełnie rabunkowa (np. jak obecnie - dla ratowania dziur w budżecie). Jeśli politycy myślą trochę bardziej dalekowzrocznie - starają się przynajmniej nie zmniejszać źródeł dochodu państwa w przyszłości (tzw. "ochrona źródeł podatku"). Tak czy inaczej musi w tej opcji zejść na plan dalszy sprawidliwość i interes obywatela - podatnika. Jest to świetnie widoczne na przykadzie "rozwoju" podatków dochodowych na przestrzeni ostatnich 150 lat. Oto okres szczytowego rozwoju kapitalizmu skończył sie wraz z zamianą podatku przychodowego (stanowiącego tak na prawdę formę podatku majątkowego) na podatek dochodowy. Okres ten zbiega się z dojściem do głosu ideologii głoszących interwencjonizm państwa i jego wpływ na gospodarkę. Szczytowy rozwój tych ideologii przyniósł manipulowanie stawkami podatku dochodowego wraz z jego skrajną postacią - podatkiem progresywnym. Należy pamietać, iż nigdy jednak nie sworzono wiarygodnego i racjonalnego ekonomicznie uzasadnienia dla progresji; a jest tak dlatego, że jej potrzeba wynika na prawdę tylko z jednego - zwiększonych potrzeb państwa ingerującego w gospodarke, które siegac musi po nowe żródła dochodów. Najbardziej zabójcze jest wprowadzenia progresji i u nie-przedsiebiorców (najczęściej osób fizycznych) i u przedsiębiorców (najczęściej spółek). Efekty są widoczne -
spadek efektywności i rozwoju, powstawanie szarej strefy i wzrost bezrobocia. Na skalę makroekonomiczną najniebezpieczniejsze są natomiast dwa zjawiska - stały wzrost fiskalizmu (taki system podatkowy to wymusza - widoczne jest to np. dziś w Polsce - pomimo, iż wszyscy wiedzą, iż nieobniżenie podatków będzie zabójcze - podnosi się je cały czas) spowodowanego wpadnięciem państwa w pułapkę spadających dochodów, a także - przekroczenie punktu krytycznego na tzw. krzywej Laffera - czyli dojście do sytuacji, gdy przedsiebiorcom opłaca się ponosic ryzyko niepłacenia podatków (o ile nadal skłonni sa prowadzic działalność)...
Powtarzam - podatek liniowy nie ma żadnego uzasadnienia aksjologicznego i nie ma tym bardziej niczego wspólnego ze sprawiedliwością. Co istotniejsze - jest on szkodliwy z punktu widzenia ekonomii i - co najważniejsze - przynośi systemowi podatkowemu (w dłuższym okresie) więcej szkody niż pożytku. Problem odejścia od progresji jest wyłącznie problemem politycznym, czyli problemem podjęcia niepopularnych decyzji. Mam cichą nadzieję, iż rządzący zdają sobie sprawę, że ich niepodjęcie zmusi ich za jakiś czas do podjęcia jeszcze mniej popularnych, dlatego mimo wszystko zdecydują sie zrobić to teraz ...
Na koniec jeszcze jedna refleksja - nie zauważa sie (a przynajmniej prawie nikt o tym nie mówi) znanego prawa ekonomii z zakresu systemu podatkowego dotyczącego relacji pomiędzy podatkiem dochodowym i podatkiem VAT. Otóż każdy "procent" oddany przez państwo w dochodowym odbija się bardzo korzystnie na dochodach zebranych przez państwo z podatku VAT. A to dlatego, że Z EKONOMICZNEGO PUNKTU WIDZENIA ISNIEJE TYLKO PODATEK OD WYDATÓW. Istnienie wszystkich rodzajów źródeł/przedmiotów opodatkowania uzależnione jest od dokonywania przez kogoś wydatków (bez czyichś wydatków nie ma ani przychodu, ani dochodu, ani zwiększenia majątku itd). Mówiąc krótko - zmniejszenie podatków dochodowych automatycznie zwiększa obrót krajowy, a co za tym idzie - wielkość należnego podatku VAT. Dodatkowym efektem jest oszczędność (
koszty zbierania VAT są najniższe) i wydajność (ściągalność VAT jest najwyższa).
Uważam, że należy realnie rozważyć wprowadzenia modelu systemu podatkowego z podatkiem jedynym (VAT-em lub innym podatkiem od wydatków) lub dominujących (np. VAT jako podstawa plus jeden dwa podatki uzupełniające - pogłówny i b. niski majątkowy). Przecież nie musimy się ciąglę oglądać na innych i powtarzać ich błędów; możemy w końcu zrobić coś naszego - lepszego niż konkurencja.