Zastanowił się i to dobrze. Upierdliwy sąsiad - jak głosi większość umieszczonych na tym
forum głosów, to żaden problem poradzić sobie z kimś takim, skoro nie ma problemu odparować UZASADNIONYCH pretensji - po prostu, jeśli chcesz zagrać po ludzku – trzeba wyjaśnić, że masz prawo do tego, co konieczne, BO jest to normalna konsekwencja PROCESU ŻYCIA :-), jeśli nie masz ochoty na grzeczność (jeśli tak faktycznie jest, to trochę szkoda), zwyczajnie olej tego gościa, albo złóż zażalenie do spółdzielni lub nawet na policję. We wszystkich tych komentarzach nie widzę żadnej przesady, może faktycznie z wyjątkiem tej głośno napełniającej się wanny – nie wierzę, żeby ktoś montował sobie specjalnie głośne baterie wannowe, bo np. lubi odgłos „wodospadu”. Współczuję WAM wszystkim. Mam obecnie kłopot z niedojrzałym 17-latkiem mieszkającym dwie kondygnacje niżej (blok 4-piętrowy), który jak tylko nie ma rodziców, podkręca muzykę tak głośno, że w mojej sypialni słychać łupanie jak młotkiem w czasie remontu (oczywiście gdzieś w sąsiedztwie). Nie jest to jakieś niszczycielskie, ale nie pozwala się skupić na pracy. Tak, tak - mieszkanie służy nie tylko do słuchania muzyki, grania na komputerze itp., ale także do pracy! (mam tu na myśli np. pracę przy komputerze nad opracowaniami tekstowymi, przeliczeniami itp.), a ta z kolei wymaga odpowiednich warunków. Zresztą nie tylko to - zwykły odpoczynek nie jest możliwy przy takim łupaniu. Dobrze, że powołujesz się na "rozsądek". Niestety granice w tym wypadku są bardzo rozmyte (dlatego, że zawsze można pozwolić sobie na dowolne interpretacje) i wydaje mi się, że przepisy prawne są tutaj NIEZBĘDNE! Na szczęście są takie przepisy, przynajmniej jeśli idzie o dopuszczalne hałasy. Osobiście, w takich sytuacjach rozsądek podpowiada mi, że nie należy robić tego, co nie jest konieczne. Należy więc puszczać wodę do wanny, należy prać, bo jest to konieczne. Rozsądek podpowiada mi także, że głośność (natężenie dźwięku) przy słuchaniu muzyki powinna być taka, aby osoby przebywające w takim pomieszczeniu mogły normalnie i swobodnie porozumiewać się ze sobą. Nie byłoby efektu „łupania” od muzyki, gdyby głośność była dopasowana do tego warunku. Jeśli ktoś ma ochotę na głośne słuchanie muzyki są od tego słuchawki, koncerty, dyskoteki lub inne imprezy organizowane w miejscach do tego przeznaczonych. A jeśli komuś, mimo to, brakuje miejsca na realizację swoich zachcianek (bo nie jest to niezbędne, do życia konieczne), powinien podjąć się zadania budowy swojego własnego domku. Nie wiem jak to się stało, że jak ktoś chce spokoju, to musi się wyprowadzać? Dlaczego nie musi się wyprowadzić ten, kto chce pohałasować? Bo nasza mentalność jest skrzywiona i chora? Bo nasze prawo, a przede wszystkim egzekwowanie tego prawa jest kiepskie? Mój znajomy opowiadał, że jak w jego bloku zaczęły dziać się podobne rzeczy – najpierw wyjący przez długie godziny pozostawiony w domu pies, potem wynajmujące mieszkanie małżeństwo, które wszczynało bardzo głośne awantury (małżeńskie) – to sprawy załatwiła
spółdzielnia mieszkaniowa, oczywiście na skargi lokatorów. Sam byłem zaskoczony, że
spółdzielnia poczuła się do takiej odpowiedzialności – tylko pogratulować takiego zarządcy. Pies został wywieziony z tego domu (przez właściciela), małżeństwu właściciel mieszkania wymówił mieszkanie. SUPER! Tak zachowują się normalni ludzie, którzy szanują potrzeby innych. Wszelkie niepotrzebne hałasy szkodzą na psychikę ludzką, dlatego właśnie należy ograniczać hałaśliwość. W Niemczech poszukuje się materiałów budowlanych, które np. tłumią hałas ścieków w rurach kanalizacyjnych lepiej niż dotychczasowe materiały. Dlaczego? Bo hałas przynosi więcej szkody niż pożytku.