Nie możemy ciągle liczyć na byłych mężów. Ja bym zostawiła ich w spokoju. Jeżeli małżeństwo się rozpadło to winne są obie strony. Dzieci nie są winne czemukolwiek, ale swoją zapalczywością możemy odstraszyć tatusia od dziecka. Zastanówmy się czy same nie damy rady wychować malucha niż ciągle szarpać się z jego/jej tatusiem. Ja miałam 19 lat jak się rozwiodłam (wyszłam za mąż mając 17), nie miałam wykształcenia ani perspektyw. Nie chciałam alimentów na dziecko, ale sąd przywalił mu 150,00zł w 98r. W tej chwili córcia ma 14 lat z tego wszystkiego jej tatuś płacił może razem przez 1 rok więc i dług mu urósł niemały. Wiem że pracuje w szarej strefie niczego mu nie brakuje (my z córką przechodziłyśmy różne sytuacje od skrajnej nędzy do jako takiego funkcjonowania), jednak najbardziej boli mnie fakt że mój były nie chce mieć kontaktu z córką. Największą satysfakcję mam z tego iż moja córka odpuściła sobie szarpanie się z ojcem o pieniądze. Niedawno zbankrutowałam i pomyślałam że mogłabym wreszcie odzyskać pieniądze mojego dziecka. Jednakże moja córcia dobrowolnie zrzekła się pieniędzy od ojca. Stwierdziła że nie ma potrzeby nękać obcego człowieka który ma ją gdzieś. To bardzo dobre dziecko. Szalenie pracowite które bardzo pomaga mi w życiu, sama sobie zapracowuje na utrzymanie pomocami domowymi i opieką nad (młodszym o 12lat) bratem, podczas gdy my z (drugim) mężem pracujemy na chlebek. Ma własne konto i jest na tyle rozsądna że to jej powierzyłam decyzję o jej alimentach. Naszą dewizą jest "umiesz liczyć? licz na siebie". Jeżeli chodzi o
alimenty na współmałżonka to zdecydowanie jestem przeciwko. Mój obecny mąż w chwili gdy się rozwodził z pierwszą żoną po 12 latach
separacji, uzyskał rozwód za porozumieniem stron (nie chciał przechodzi,ć przez piekło zeznań ludzi na temat kobiety, która miała być jego żoną a była raczej zachlanym szmaciskiem nie umiejącym zaopiekować się dzieckiem), zgodził się z tylko sobie znanych powodów na dobrowolne
alimenty. Dodam że ich dzieckiem opiekowaliśmy się my, ze względu na to iż matka jest alkoholiczką. Jego była nie partycypowała w kosztach utrzymania dziecka, dostała od mojego męża własnościowe mieszkanie i 500 zł
alimenty. Przestało ją obchodzić cokolwiek, rodzinka załatwiła jej rentę socjalną (nigdy nie pracowała), poniewaz jest już w takim stanie że ma padaczkę alkoholową i nie nadaje się do pracy. No i jest problem, od paru lat obowiązek
alimentacyjny mojego męża nie obowiązuje (5 lat obowiązywał), jej dziecku które jest już dorosłe i całkiem nieźle zarabia sąd przywalił symboliczną złotówkę (czytaj 1 zł) alimentów, a tamta jest już zupełnie zeszmacona bo całe życie ktoś za nią myślał i nie wie co ma z tym swoim koszmarem zrobić. Więc jeszcze gorszy chłam chleje żeby jej tego socjalu starczyło.
Nie pozbawiajmy samodzielności człowieka bo głupieje. Jak będzie musiała jedna z druga myśleć o utrzymaniu siebie i dziecka czasu na głupoty nie starczy i może się nie stoczy. A wy tu tylko o łatwiźnie.