Mój przyjaciel ma orzeczony rozwód o jego winie. Pracuje jako żołnierz zawodowy i zarabia 2300zł netto. Z tego płaci
alimenty na dwoje (jedno teraz idzie na studia, drugie do liceum) dzieci w wysokości 800zł. Oprócz tego spłaca wspólny kredyt zaciągnięty w trakcie trwania małżeństwa 300zł i w całości płaci za mieszkanie 450zł miesięcznie, w którym mieszka jego była żona. Jest to mieszkanie służbowe i musi placić, gdyż inaczej agencja mieszkaniowa "siądzie" mu na pensje. My mamy zamiar wziąć ślub w najbliższym czasie. W związku z tym, iż cały majątek zostawił swojej byłej żonie i dzieciom, wziął kredyt, aby w części zagospodarować nasze wspólne mieszkanie, ja też w nie włożyłam juz trochę pieniędzy. Swojej byłej żonie natomiast założył sprawę o oddanie długu, związanego z częścią opłat za mieszkanie, w którym ona mieszka. Ona natomiast wiedząc, że w kwietniu kończy się spłata ich wspólnego kredytu, podała go o
alimenty na siebie. Ona pracuje na czarno (tylko nikt nie chce zeznawać, ze pracuje), a do września ma zasiłek dla bezrobotnych. Mój przyjaciel liczył się z tym, że będzie płacił swojej byłej żonie w przyszłości
alimenty, ale nie myślał, ze tak szybko go poda do sądu, tym bardziej, ze ona nie placi za mieszkanie ani media, które nadużywa, dlatego wziął teraz kredyt żeby coś kupić. Zostaje mu teraz 220zł na miesiąc na życie. Ja też jestem bezrobotna, ale studiuję i pobieram z uczelni stypendia: naukowe i socjalne i w sumie z tych pieniędzy utrzymujemy sie. Sąd przesunął sprawę alimentacyjną na maj, gdyż chce sie zapoznać ze sprawą o płatności za mieszkanie. Czy zasądzą mu
alimenty skoro już wziął ten kredyt i wydał go i nie ma z czego jej płacić?