Dziękuję pama44 za odpowiedź. Dokładnie, tak jak Pan napisał - warto budować prawidłowe relacje z każdym ze swoich rodziców... Tak też staraliśmy się do tej pory. Odkąd pamiętam tata zawsze nadużywał alkohol i nigdy nie widział, że jest od niego uzależniony i zawsze powodował kłótnie. Ze względu na nas, dzieci, mama żyła w związku małżeńskim i pod jednym dachem, bo tak naprawdę gdzie pójść z trójką dzieci, a poza tym ciągle żyła nadzieją, że tata nawróci się, my też tak myśleliśmy, każde z nas prosiło tatę - jeszcze jako dzieci - i nic to nie dawało było coraz gorzej. Teraz jesteśmy już pełnoletni i tak naprawdę to ja postanowiłam zgłosić tatę na policję, bo on zawsze czuł się bezkarnie gnębiąc nas przede wszystkim psychicznie całe życie, a ja miałam dość wracania na weekendy do domu ze studiów pod strachem i ciągle tylko widok tej zastraszonej zdenerwowanej mamy, bo ciągle awantury. Tak więc najpierw mieliśmy sprawę o alimenty w październiku 2010 r. a w lutym tego roku o znęcanie się, tata dostał nadzór kuratora na 2 lata i zakaz nadużywania alkohol - zaznaczam nadużywania, przez co tata rozumie, że jak trawi do łóżka to nie jest to nadużywanie...Zobaczymy co z tego wyniknie, bo nasz kurator jak przyjeżdża porozmawiać z mamą czy z tata - bo z nami nie chce, - to zawsze umawia się telefonicznie na spotkanie, co staję się bardzo komfortowe dla taty, boi gdy jest "nie w stanie" rozmawiać to po prostu nie odbiera tel, a gdy już jest trzeźwy chwilowo to dochodzi do spotkania taty i kuratora... Tak więc Pan kurator uważa, że tata nie nadużywa alkohol, bo jak to powiedział "rozmawiając z a nim nie wyczułem odoru alkoholu..." Tak więc sprawa zmierza chyba do tego, aby minęły te 2 lata i sprawa została zamknięta. A dodam, że wnosząc skargę na tatę chodziło nam o to, aby został wysłany na przymusowe leczenie, by w końcu ocknął się co robi sobie i rodzinie, nie chodziło nam o ukaranie - dlatego Pani sędzia wzięła nas pod uwagę i dostał kuratora w nadziei, że tata się zmieni - nie mogła nic zrobić innego, gdyż biegli sądowi stwierdzili, że nie jest on osobą uzależnioną od alkoholu, choć nie wiem na jakiej podstawie zostało to stwierdzone... Także akurat to "budowanie relacji" moim zdanie trwało za długo, każdy wie, że alkoholik musi spaść na dno aby móc się podnieść, jednak my chcieliśmy pomóc, podnosiliśmy wszystko, by nie upadło, nie wynosiliśmy nic poza dom tylko w rodzinie trzymaliśmy... i jednak teraz widzę, że to był błąd... Także każda sprawa jest bardzo indywidualna, i ja rozumiem, że dużo ludzi w dzisiejszych czasach kombinuje, aby tylko nic nie robić a mieć pieniądze. A myśli Pan, że studiowałam 5 lat i rok jeszcze podyplomówka, tylko po to aby teraz robić z siebie ofiarę losu? To trochę bezcelowe... Naprawdę szukam pracy, by w końcu nie słyszeć ciągłego żałowania pieniędzy, żebrania, by móc skończyć szkołę, skończyłam, ale wiemy jak jest dzisiaj, nie ma się wpływowej rodziny ani doświadczenia ani 3 języków obcych to jesteśmy nikim na rynku pracy. Nie wie Pan ile ja bym dała, by móc się uwolnić od tego "chorego domu", w którym muszę mieszkać... a to nie takie proste wyjechać i znaleźć pracę by starczyło na życie... Dużo by jeszcze można było pisać, a najgorsze jest to, że gdzie się nie pójdzie, wszędzie drzwi zamykają i i słyszę " nie ma funduszy" albo " u nas tylko są redukcje etatów"... A ja muszę z czegoś żyć, dodam, że mam problem z kręgosłupem, często mnie boli, także na pracę fizyczną nie mogę sobie pozwolić. I nie zgadzam się z wyrokiem sądu, który twierdzi, że nie szukam pracy, nie staram się - co w sumie ciężko udowodnić, bo aplikuję przez internet i mało kto odpowiada, albo jak zapraszają na rozmowę kwalifikacyjną to tylko telefonicznie... A co do Pani Małgorzaty Woźniak to udzieliła mi takiej samej odpowiedzi czyli, że powinnam wnieść najpierw wniosek o uzasadnienie wyroku i jak go otrzymam to wówczas mogę znieść apelację, chyba że nie zrozumiałam czegoś... Jednak wiem, że uzasadnienie, że np staram się znaleźć pracę nie jest łatwe do udowodnienia, poza tym zależy tez od Pani Sędzi... Po stwierdzeniu, że skoro uzyskałam tytuł zawodowy powinnam radzić sobie sama, że to już jest ten moment kiedy sama "powinnam być w stanie utrzymać się sama" a nie że jestem w stanie utrzymać się... dla mnie to jest różnica argumentacji... Choć skoro w prawie rodzinnym coś się zmieniło to chyba się nie orientuję...