Ponad dwa lata temu odeszłam od męża, teraz jestem w trakcie rozwodu. co do alimentów na dziecko to bez sądu wspólnie ustaliliśmy ze mąz zapłaci 1/4 swojej pensji. W związku z tym, że nasze dziecko jest chore a ja 4 godziny dziennie dojeżdzam do pracy kwota 600 zł nie starcza nawet na opłacenie opiekunki. Wiem ze w przypadkach losowych zawsze moge liczyć ze mąz da większą kwotę np. ostatnio gdy mielismy kolejną operację synka. Zostalm skrzywdzona przez męza ale nie zamierzam się na nim odgrywac poprzez dziecko a widze ze wiele kobiet tak robi. Pół roku temu poznałam mężczyznę ktory 6 lat temu odszedł od żony, nie mieszka z nią. Mają trójkę dzieci. Oględnie opowiedział mi dlaczego odszedł i nawet gdy to opowiadał to myślałam że przesadza, że niemożliwe żeby kobieta była tak podła i krzywdziła swoje dzieci mówiąc że ojciec odszedł bo ich nie kocha. Kaleczy psychicznie dzieci. Żona z dziećmi mieszka w domu jego rodziców a on siłą rzeczy przyjeżdzał do dzieci, rodziców. Półtorej roku temu żona wystąpiła o separację i za namową sędziny!!!! odebrała mu prawa rodzicielskie twierdząc że nie interesuje się nimi. W sądzie kłamała jak z nut. Zrobiła z siebie biedna i zaniedbaną a miesięcznie zarabia na czarno ponad 2 tys. Przez półtorej roku nie powiedziała mężowi że sa w
separacji i ma odebrane prawa rodzicielskie twierdząc że nie musiała tego mówić. On natomiast nigdy nie otrzymał zadnego wezwania , albo przyszło a ona odebrała i zniszczyła jak to robiła już wcześniej. Żona teściom nie płaci ani grosza za świadło, wode itp. Jeszcze w czasie małżeństwa gdy istniał fundusz
alimentacyjny wymyśliła ze wyciągnie stamtąd pieniądze i podała męża z którym mieszkała i który miesiąc w miesiąc oddawał jej pensję o
alimenty kłamiąc że odszedł do innej kobiety że maltretuje ją itp. Facet pracowal wtedy sezonowo 5 m-cy za granicą i na podstawie pięciomiesięcznej
umowy sąd wyznaczył
alimenty w wysokości 1200zł. Pracodawca nie pozwolił pojechać do Polski na rozprawę a po powrocie do kraju żona powiedziała mu że wycofała
pozew. W kraju mój partner pracował za ok 1000 zł i normalnie jak każdy mąz oddawał pieniądze żonie (no może jak większośc mężów:-) Po powrocie do Polski znowu zaczęły się kłótnie. Jego żona jest b. kłótliwą osobą. Skóciła się z całą jego rodziną. Nie chodziła na żadne uroczystości rodzinne bo z każdym była pokłócona. Wtedy mój partner, który jest b. uległym człowiekiem, nie ma ma w sobie ani grama asertywności mając dość agresji, kłótliwości żony,jej kłamstw i szantażu (wielokrotnie karała go za zapalenie papierosa miesiącami braku pożycia- zapalisz nie śpimy ze sobą) odszedł od żony. Przez kilka miesięcy nie przyjeżdzał do domu nie chcąc swą obecnością wywoływać kłótni wysyłał pieniądze na dzieci. później gdy zaczął przyjeżdzać do dieci żona wszczynała kłótnie, mówila dzieciom że tata ich nie kocha i odszedł od nich. Uwielbiała wszczynać kłótnie w nocy gdy on już spał, budziała go brała śpiące dziecko na ręce i jazda kłótnia. do dzieci nie mówiła tata, ojciec tylko buc, sku....Niejednokrotnie gdy zobaczyła go w bramie zabierała dzieci do samochodu i wyjeżdzała. Po trzech latach od odejścia pojawił się u niego komornik i dopiero wtedy dowiedział się ze ma zasądzone
alimenty. Nie wierzyłam we wszystko co mi mówił. Niestety faceci lubią koloryzować zeby zmyć swoją winę. Niestety miesiąc temu usłyszałam pełną wersję tej historii od osoby zupełnie nie związanej z tą rodzina i włosy stanęły mi na głowie. To co opowiadał mój partner to wersja light. Bardzo oszczędzał żonę. W sądzie kobieta robi z siebie pokrzywdzoną, biedną maltretowaną a to ona przez lata poniżała go, szantażowała itp. Za moją namową moj partner pojechał żeby jakoś pokojowo przez psychologa itp. próbował odzyskać dzieci. Żylibyśmy razem a co tydzień lub dwa jeździłby do dzieci. Żona zgodziła się na kontakt z dziećmi, ale pod warunkiem że do niej wróci. Gdy powiedział że chce rozwodu zagroziła ze zrobi wszystko żeby dzieci się do niego nigdy nie odezwały. Mój partner wniósł
pozew o rozwód. Żona cały czas mówi dzieciom że ojciec od nich odszedł bo ich nie kocha (dobrze że nie nazywa go już ss....) Pomimo to on stara się spotykać z dziećmi- stara się gdy ma przyjechać zona zabiera dzieci na cały dzień. Trochę chaotycznie ale i taka historia. To przestroga dla wszystkich osób które mówią ze tylko ojcowie sa winni. Nie zawsze jest to prawda. Rozumiem kobiety, które zostały skrzywdzone, których mężowie lub byli mają gdzieś płacenie na dzieci ale nie uogólniajcie. Nie mierzcie innych jedną miarką. Każdy jest inny i każdego należy inaczej oceniac zawsze patrząc na jego historię.