Witam.
Mamy z mężem córkę. Mąż z pierwszego małżeństwa ma jeszcze jedną córkę, która w tej chwili ma 16 lat. Z byłą żoną rozstał się kiedy dziecko miało 1,5 roku. Przez wiele lat walczył o możliwość jakiegokolwiek kontaktu z córką, bo była żona uniemożliwiała kontakty. W końcu po wielu sprawach sądowych udało się wyegzekfować od byłej żony przestrzeganie postawnowień sądu. Dziecko przez kilka lat bywało u nas regularnie co drugi weekend, wakacje, święta itp.. Zawsze chętnie do nas przychodziła mimo, że cały czas żyła w domu matki w atmosferze niechęci do ojca. Mąż, aby nie powodować dodatkowych konfliktów nie ingerował zbyt mocno w życie córki ( i może to był błąd). Dla niego ważne było, że może mieć, choć bardzo ograniczony, jakiś kontakt z dzieckiem. Nigdy nie kwestionował udziału w życiu dziecka obecnego męża matki. Oczywistym jest, że mieszkając razem musi powstać między nimi więź emocjonalna. Sądziliśmy z mężem, że im córka będzie starsza, tym będzie umiała wyciągnąć sama odpowiednie wnioski. Jednak od kilku miesięcy wszystko się zmieniło. Początkowo córka oświadczyła mężowi, że nie odpowiada jej takie przychodzenie co dwa tygodnie. Mąż powiedział jej, że rozumie, iż weszła w okres, w którym chciałaby spędzać więcej czasu z koleżankami niż "zarywać" weekendy u ojca. Ustalili, że ma przychodzić wtedy kiedy będzie miała ochotę. Początkowa przychodziła na parę godzin raz, dwa razy w tygodniu. Przez ten czas pozabierała większość wartościowszych rzeczy, które miała u nas. Teraz pojawia się raz na 4,5 tygodni i ma zupełnie olewacki stosunek. Raz nawet oświadczyła, że w zasadzie to nie ma potrzeby przychodzenia wogóle, bo dla niej ojcem jest mąż matki. Wiem, że to głupi wiek, ale obawiam się, ze taka sytuacja doprowadzi do całkowitego zerwania kontaktów. Wydaje mi się, że teraz córka męża jest nastawiona tylko na wyciągnięcie jakiś korzyści materialnych. I tu dochodzę do meritum sprawy. Dorobiliśmy się z meżem jakiegoś tam majątku. Wiem, że w razie śmierci męża córka będzie miała prawo do jego części. Jeżeli życie się tak potoczy, że dorośnie i będzie utrzymywała z ojcem kontakt i okazywała mu należny szacunek, to uważam, że jak najbardziej jej się to należy. Jeżeli jednak ułoży sie tak, że nie będzie chciała znać swojego ojca, to nie zasługuje na nic. Wiem, że mąż może w takiej sytuacji spisać
testament i wydziedziczyć córkę. Z pewnością wtedy chciałaby ona go podważyć, to by się ciągnęło, a tego chcielibyśmy drugiej córce zaoszczędzić. Zastanawiamy się z mężem czy jest jakąś inna możliwość, jeżeli okaże się, że córka zerwie z ojcem kontakty, żeby nie dostała nic z majątku. Czy jest taka możliwość, że spisalibyśmy umowę o rozdzielności majątkowej, w której dotychczasowy majątek zostałby zapisany tylko na mnie. Bardzo proszę o jakąś radę.