Jako młode małżeństwo otrzymaliśmy nasze pierwsze samodzielne spółdzielcze mieszkanie w wyniku zamiany 3-pokojowego mieszkania mojej mamy na dwa oddzielne. Po latach mieszkanie wykupiliśmy na
własność. Mąż stał się jego właścicielem. Nastąpił rozwód bez orzekania o winie (za porozumieniem stron). Byłemu mężowi ograniczono prawa rodzicielskie, zasądzono
alimenty. Nie wniosłam sprawy o
podział majątku, ponieważ nie było mnie stać finansowo na jej założenie. Powodem rozwodu było wyjątkowe materialistyczne podejście do życia b. męża (nigdy nie otrzymywałam jego pensji musząc utrzymać dzieci i siebie samą z własnej pracy) oraz znęcanie się psychiczne i fizyczne. Nie wyobrażając sobie dalszego życia w jednym pokoju z byłym mężem sama znalazłam większe, trzypokojowe mieszkanie z zamiarem kupna na
własność. Miałam stać się jego właścicielem zwarzywszy na to, iż b. mąż wszedł w posiadanie poprzedniego dzięki decyzji mojej mamy. Byłam też posiadaczką książeczki mieszkaniowej, która pozwalała mi wybrać premię gwarancyjną w momencie kupna mieszkania na
własność. Doszliśmy do porozumienia, iż prawo niejako "przymusza" mnie, abym to ja stała się właścicielem tego 3-pokojowego mieszkania, a przeprowadzić się do niego mieliśmy razem. W wyniku podstępu b. męża już w biurze notarialnym, w obecności zainteresowanych stron (kupującego nasze małe mieszkanie oraz osoby sprzedającej nam większe) oraz notariusza b. mąż nie zgodził się na sprzedaż i kupno mieszkań, chyba, że zostanie zmieniona umowa i on zostanie właścicielem tego większego. Wyraziłam na to zgodę ze względu na świadków tej podstępnej transakcji oraz fakt, iż w nowym mieszkaniu zostałam zameldowana na stałe. Pytanie: CZY MAM PRAWO WALCZYĆ O POŁOWĘ WARTOŚCI TEGO MIESZKANIA, ZWARZYWSZY NA TO, ŻE DECYZJA O USTANOWIENIU B. MĘŻA WŁAŚCICIELEM TEGO MIESZKANIA ZOSTAŁA NA MNIE WYMUSZONA W TAKI SPOSÓB? Kwestia wypłaty premii gwarancyjnej z mojej książeczki stała się nieaktualna. Straciłabym pieniądze a jedynym rozwiązaniem była jej cesja na rzecz b. męża. Do tego kroku siłą rzeczy także zostałam przymuszona. Po rozwodzie (nie mieliśmy podziału majątku) b. mąż wymienił szybko samochód, meble, sprzęt RTV i AGD, wszystko. Cały więc dorobek małżeński uległ wymianie. Z okresu małżeństwa pozostał jedynie garaż. Ponieważ sytuacja dojrzała do tego, iż postanowiłam kupić samodzielne mieszkanie a b. mąż nie chce mnie wspomóc finansowo, choćby dzieląc umową między nami wartość mieszkania na pół (faktycznie przypadałaby mu wartość 1/3, gdyż mnie należałaby się prawnie połowa za poprzednie mieszkanie plus premia gwarancyjna, czyli mój wkład wyniósłby 2/3 wartości) mam kolejne pytanie: CZY MOGĘ WALCZYĆ TERAZ SĄDOWNIE O GARAŻ I CZY O PEŁNĄ WARTOŚĆ CZY TYLKO POŁOWĘ. Następne pytanie: W JAKI SPOSÓB MOGĘ SIĘ ZABEZPIECZYĆ PRZED JEGO SPRZEDAŻĄ PRZEZ MĘŻA, O JAKIE PIENIĄDZE POWINNAM SIĘ UPOMINAĆ I CZY W OGÓLE MAM DO TEGO PRAWO? Czuję się tutaj wykorzystana finansowo. Mój b. mąż przysłowiowo "puścił mnie z torbami". CZY JEST JAKAŚ SZANSA, ABY PO 9 - CIU LATACH OD ROZWODU ODZYSKAĆ JAKIEŚ NALEŻNE MI PRZECIEŻ PIENIĄDZE?JAK TO ZROBIĆ, O CO W ŚWIETLE PRAWA MOGĘ JESZCZE WALCZYĆ. Dorosłe córki (17 i 18 lat) dokonały między sobą podziału. Młodsza zostaje z ojcem, starsza przeprowadza się ze mną. CZY W TEJ SYTUACJI MAM ZREZYGNOWAĆ Z ZASĄDZONYCH NA ICH RZECZ ALIMENTÓW, SKORO B. MĄŻ ZADEKLAROWAŁ OPIEKĘ NAD JEDNĄ Z CÓREK? Nadmieniam, iż od momentu ich zasądzenia 9 lat temu w wysokości po 60 zł na dziecko, nigdy nie podwyższałam tej kwoty. Uznałam, że skoro b. mąż wnosi całościowo opłaty (czynsz, woda, światło, gaz) nielojalne byłoby obciążanie go dodatkowo wyższymi alimentami. CZY W OGÓLE PRAWO CHRONI TAKIE KOBIETY JAK JA? Ostatnia kwestia:
ZAMELDOWANIE NA STAŁE. CZY JEST ONO FAKTYCZNIE MOIM ZABEZPIECZENIEM I CZY B. MĄŻ MOŻE MNIE POZBAWIĆ PRAWA DO TEGO MIESZKANIA. JAK SIĘ ZABEZPIECZYĆ PRZED UTRATĄ ZAMELDOWANIA?
(naiwna)