W swoim żalu trochę się zagalopowałeś, ale mam nadzieję, że przy niektórych stwierdzeniach nie będziesz się specjalnie upierał.
Rozliczenie kosztów wyżywienia na godziny to przesada.
Dodam tylko, że kwota Twoich dochodów jest dość istotnym elementem sprawy (brak danych na ten temat) i jest argumentem na Twoją korzyść albo wręcz przeciwnie.
Można rozliczyć się ze wszystkich wydatków. Jest to uciążliwe, ale możliwe do wykonania. Uważam, że w temacie wydatków na jedzenie i środki chemiczne, kosmetyczne czy higieniczne należałoby przyjąć jakieś normy mieszczące się w dość elastycznych widełkach (od - do) zależnie od wieku dziecka. To da się wyliczyć i wcale nie jest trudne. Jest przecież oczywiste, że dziecko dziennie nie zje wiadra kartofli ani nie zużyje butelki szamponu.
Łatwo domagać się od matki rachunków za wszystkie zakupy, ale...
Można zbierać paragony za każdą nabytą rzecz, zbierać w kopertach, układać zgodnie z miesiącami...
Paragony często nie są dość czytelne już po niedługim okresie czasu...
Paragony nie są dowodem na to, że dana osoba dana rzecz kupiła sama i dla siebie. Mogą być przecież sąsiadki, matki, koleżanki...
Nie można zmusić rodzica do udokumentowywania każdego zakupu fakturą czy rachunkiem imiennym bo w wielu sklepach jest to wręcz niemożliwe (u mnie w wielu sklepach faktury wydają tylko na zakupy powyżej kwoty 20 zł lub każą przyjść po odbiór następnego dnia albo wypisują "od ręki", trwa to i tak nie mniej niż 15 minut, a wściekły tłum z kolejki za plecami beszta niemiłosiernie sprzedawcę i kupującego). Tak szczerze, to nawet faktura z nazwiskiem danej osoby nie musi być fakturą za jej zakupy (a np. za zakupy koleżanki). Nikt nie legitymuje przecież kupującego.
Jeżeli chodzi o wydatki na odzież, kolonie, podręczniki, książki, zeszyty, lekarstwa - w pełni podzielam Twoją opinię.
Stwierdziłeś, że Twoja żona jest w tym temacie bardzo skrupulatna (a to może być wynikiem Twojego zachowania) i dobrze. Matka Twojego dziecka racunki posiada i przedstawia w sądzie. Masz możliwość wglądu do nich, dokonujesz analizy. Swoje wątpliwości możesz przedstawić w sądzie. Nie wiem o co W takim razie chodzi? Nikt z urzędu nie będzie liczył ubrań w szafie dzieciaka.
Zastanawiam sie ile kosztują te adidasy na korkach. Nie są to buty do chodzenia i szybko z nich dziecko wyrośnie. Jeżeli są drogie to rozumiem ich brak u dziecka. Jeżeli są tanie - kup je sam dzieciakowi w prezencie na urodziny.
Podkreślasz, ze 400 zł alimentów miesięcznie jest przeznaczonych na jedzenie dla dziecka, a to w miesiącu (31 dni) stanowi kwotę 12,90 zł na dzień. To według Ciebie dużo? Nie wiem. Jak dla mnie, to zależy...
Mój nastoletni syn wypija dziennie 1 litr mleka (2,59 zł), zjada pół paczki płatków (2,50 zł), wędlinę, ser żółty, 2 bułki, masło, pomidor, ogórek (razem ok 4 zł) - to daje łącznie 9,09 zł. Z kwoty, która podałeś zostaje mi jeszcze 3,81 zł na obiad i słodycze (guma do żucia, sok, lody). Jak dla mnie to żaden nadmiar.
Pozycje rachunków pt: "podpaski, krem do depilacji, damski dezodorant...itp", to szczyt chamstwa pani. NIESTETY. Sama zbieram co drugi rok rachunki na wydatki. Jest to uciążliwe, ale możliwe. Sama to robię od wielu lat. Przedstawiając w sądzie rachunki wszystkie pozycje majace związek ze mną zakreślam i odliczam tuż pod sumą widniejącą w dolnej części rachunku.
Jedna jest prawda: normalni ludzie zawsze jakoś się dogadają.
Powodzenia życzę.