Sprawa Róży- podsumowanie

Strona 1 z 2

Z Radosławem Konca, radcą prawnym z kancelarii w Warszawie - o postanowieniu Sądu Rejonowego w Szamotułach rozmawia Piotr Czarnyszewicz 

PIOTR CZARNYSZEWICZ:

Stał się już Pan naszym dyżurnym komentatorem w sprawie dotyczącej wielkopolskiej Róży. Mamy zmianę decyzji w sprawie miejsca pobytu niemowlęcia. Dlaczego Pana zdaniem Sąd zmienił zdanie?

RADOSŁAW KONCA:

Sąd zmienił zdanie, ale póki co jest to jedynie orzeczenie o skutku tymczasowym (do momentu prawomocnego zakończenia postępowania) - nie można z jego treści wyciągać zbyt daleko idących wniosków, co do kształtu orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie. Orzeczenie zostało zmienione, bo zasadniczej zmianie uległa sytuacja prawna dziecka - ojciec uznał dziewczynkę. Teraz Róża ma nie tylko negatywnie ocenioną wcześniej przez sąd matkę, ale także ojca. Sąd musi teraz ocenić, czy ojciec i matka wspólnie również nie dają gwarancji zaspokojenia potrzeb dziecka. To poważna decyzja i wymaga przede wszystkim czasu - trzeba obserwować, jak ci państwo będą sobie z dzieckiem i jego potrzebami radzić nie tylko teraz, ale za miesiąc czy trzy.

 PC:

Czy środki kontroli jakości życia dziecka - orzeczone w postanowieniu- dają gwarancję jego bezpieczeństwa?

RK:

Gwarancji oczywiście nie dają (nie sposób sobie takie skuteczne w 100 % środki wyobrazić), ale dają wysokie prawdopodobieństwo, że w razie zagrożenia tego bezpieczeństwa, reakcja będzie niezwłoczna - reakcja kuratora, ośrodka pomocy społecznej i w efekcie sądu. Praktyka pokaże, czy to słuszne przekonanie.


PC:

Jaka jest realna egzekwowalność takich środków . Moje pytanie wynika z obawy, że postanowienie zapadło, a życie będzie toczyć się starym trybem.

RK:

Taka obawa istnieje, gdy zainteresowanie sprawą opadnie, to nie można wykluczyć, że i starania rodziców mogłyby stać się mniej intensywne. Od tego jednak są ośrodek pomocy społecznej i kurator, żeby te starania faktycznie stale monitorować i raportować swe wnioski - tak aby sąd  mógł podejmować na ich podstawie zasadne decyzje. Ujmując to inaczej: jeśli kurator i ośrodek pomocy społecznej będą wykonywać swe zadania rzetelnie, to sąd dostanie rzetelny i pełny materiał dowodowy, więc o sprawiedliwe orzeczenie można być spokojnym.

PC:

 W uzasadnieniu wczorajszego orzeczenia Sąd bronił swojej poprzedniej decyzji (o odebraniu dziecka) tłumacząc, że w tamtych warunkach matka nie była w stanie zająć się niemowlęciem. Co właściwie się zmieniło poza tym, że ojciec przed USC uznał córeczkę? Faktycznie mamy do czynienia z tymi samymi rodzicami, którzy z całym dla Nich szacunkiem budzą poważne wątpliwości w kwestii możliwości zapewnienia Róży właściwego wychowania. Przecież w całej sprawie nie chodzi tylko o miskę z zupą(!). Chodzi o to, żeby dziecko dostało szansę na rozwój i dobre życie.

RK:

Faktycznie, ojciec biologiczny się nie zmienił, ale prawnie to uznanie Róży ma doniosłe skutki - teraz bowiem orzekając o sytuacji dziecka sąd weźmie pod uwagę również możliwości wychowawcze ojca - czego wcześniej po prostu nie mógł zrobić. Zastosowane środki mają służyć temu, żeby obiektywnie i spokojnie ocenić w dłuższej perspektywie, czy dziecku nie będzie się działa krzywda. Gdyby się działa, to nawet prawomocne orzeczenie można w każdej chwili zmienić.

PC:

Nie jest Pan sędzią. Ale z doświadczenia procesowego- jak to jest kiedy
orzeka się na wsi pod presją lokalnej społeczności często wspieranej przez
księży?

RK:

To faktycznie raczej pytanie do sędziego z małego sądu, obiektywizm pełnomocnika jest jednak zaburzony interesem procesowym reprezentowanej strony - nikt nie przyzna się, że sprawę wygrał wskutek takich nacisków, w przypadku przegranej pokusa zrzucenia „winy" na lokalne układy jest wielka... Pewnie, że w małych środowiskach lokalne autorytety (w tym i duchowni) czasem faktycznie odgrywają w procesie większą rolę niźli w dużych aglomeracjach, ale to nic złego, jeśli odbywa się w granicach prawa, a taki lokalny autorytet nie przekracza granic swej roli procesowej. To raczej materiał na poważne badania z zakresu socjologii prawa. W tej sprawie ksiądz był jednym ze świadków, trudno nawet ocenić, na ile przydatnym z punktu widzenia sądu - brak podstaw, aby sądzić, że publicznie znane stanowisko lokalnego księdza mogło to mieć jakikolwiek wpływ na orzeczenie, a niewątpliwe miało taki wpływ uznanie dziecka przez ojca.


PC:

Czy taka presja mogła mieć wpływ na postanowienie?

RK:

Nie sądzę, sądy raczej mało ulegają presji mediów, w tej sprawie zupełnie oparł się jej Sąd Okręgowy w Poznaniu. Gdyby to było orzeczenie kończące sprawę, to można by się doszukiwać podtekstów, dlaczego taka diametralna zmiana w ciągu miesiąca. To jednak tylko orzeczenie na czas trwania procesu - finalne może być inne.

Obserwuj nas na:

Czytaj dalej (strona 1 z 2)

1

2

Potrzebujesz porady prawnej?

KOMENTARZE (0)

Nie dodano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!!


Dodaj komentarz

DODAJ KOMENTARZ

ZOBACZ TAKŻE: