Witam! Jestem w bardzo podobnej sytuacji i sam już nie wiem komu i czemu mam wierzyć. Co prawnik - to inne zdanie w tej kwestii.Jedni uważają, że poznanie innej kobiety już po rozpadzie pożycia w małżeństwie, choć jeszcze w czasie formalnego jego istnienia to zdrada, którą może wykorzystać żona, żeby sąd uznał Ciebie wyłącznie winnym rozpadu małżeństwa, inni z kolei uważają, że nie ma to znaczenia dla sprawy rozwodowej, jesli tylko zdołasz udowodnić, że to nie nowa partnerka była przyczyną rozpadu Twojego związku z żoną. W takiej sytuacji nalepiej poradzić się adwokata, który uczestniczy w sprawach rozwodowych w sądzie, gdzie odbędzie się Twoja rozpawa i zna z doświadczenia odnoszenie się sędziny (bo przeważnie są to niestety kobiety) do tego typu kwestii. Adwokat prawdopodobnie dorodzi Ci, żebys jednak próbował dogadać się z żoną i uzyskał jej zgodę na rozwód bez orzekania o winie, bo tak byłoby najprościej. Tylko jak to zrobić? Sam się nad tym zastanawiam. Jeśli nie uzyskasz zgody żony na rozwód, czeka Cię publiczne pranie brudów przed sądem i udawadnianie sobie nawzajem z żoną winy. Jest to długa i bardzo przykra batalia. Mnie to niestety prawdopodobnie właśnie czeka. Nową partnerkę poznałem już po tym, jak wyprowadziłem się od żony i po po tym jak poinformowałem ją, że chcę rozwodu, ale moja zona dowiedziała się o moim nowym związku i nie potrafi się z tym pogodzić, że chcę sobie ułożyć życie z inną kobietą. Myślę, że nawet gdyby nie wypłynęła sprawa mojego nowego związku też miałabym problemy z uzyskaniem jej zgody na rozwód. Bo to już jest taki typ kobiety - pies ogrodnika. Za jeden z powodów niezgadzania się na rozwód podaje, że jest osobą wierzącą. A jaki to ma związek z rozwodem cywilnym??? Przecież dla katolika ślub cywilny nie ma żadnego znaczenia. Jeśli jest taka wierząca, to nie musi przecież z nikim wiązać. Ja do niej już nie wrócę. Przez te ponad 2 lata od czasu mojej wyprowadzki, pokazała mi już swoje prawdziwe oblicze. Żaden sąd nie zmusi mnie do powrotu do niej. To jest straszne, że ludzie nie potrafią się ze sobą kulturalnie rozstawać. A żeby było zabawniej, przy okazji składania sobie świątecznych życzeń, żona życzy mi, żebym był szczęśliwy, niezależnie od tego, jak sobie to szczęście wyobrażam, wiedząc doskonale, że to szczęście wyobrażam sobie już niestety bez niej. To dlaczego mi tego szczęścia odmawia, chociaż mi go życzy? Wystarczyłaby z jej strony tylko zgoda na rozwód. Niczego więcej od niej nie chcę. Ty jesteś w lepszej sytuacji, bo tym razem to Twoja żona wniosła
pozew o rozwód. A jak kobieta chce rozwodu, to nie ma z tym żadnej problemów, jeśli nie ma sprzeciwu z drugiej strony. Skoro jednak podejrzewasz ją o najgorsze, to znaczy, że będzie chciała orzeczenia Twojej winy, żebyś płacił
alimenty na dzieci i na nią. Może wyciągnąć sprawę Twojej nowej partnerki, ale musi mieć na to
dowody, że to nowa partnerka była przyczyną rozpadu Waszego związku. Jak się uprze, to udowodni to bez większego trudu. Nasze sądy są niestety sfeminizowane. Tobie o wiele trudniej będzie udowodnić, że Twoja żona jest przynajmniej tak samo winna rozpadu Waszego związku, bo również ma nowego partnera. Jak
szkoda, że nie żyjemy w USA...