Temat alimentów żywo mnie interesuje, więc często zaglądam na
forum, gdy pojawia się to zagadnienie. Jestem tym razem mile zaskoczona że wiele osób wyraża pogląd, że ojciec w takim samym stopniu jak matka dzieci powinien przyczyniac sie do ich utrzymania. Mój mąż nie płaci alimentów od 2000r., które miał przysądzone na zasadzie ugody zawartej przed sądem (zaległość wynosi juz prawie 40 tys. PLN z odstekami) i wcale nie zamierza tego robić. Nie zamierza pracować tłumacząc, że pracy nie może znaleźć, a ostatnio nawet wystąpił do sądu aby zaległe
alimenty mu umorzył, na co oczywiście nie otrzymał zgody. Dzieci teraz są juz dorosłe i pracują, zatem bieżących alimentów nie ma, pozostały tylko zaległe i pewnie nigdy już nie uda mi się ich od męża wyegzekwować. Nie ma nic - pracy, samochodu, innych ruchomości i
nieruchomości. Jest na utrzymaniu swojej mamy emerytki i tak jest mu dobrze - pije, pali, dobrze wygląda. Sprawa rozwodowa w toku, druga sprawa o znęcanie się nade mną i dziećmi w toku. A ondomaga się ode mnie 120 tys. PLN za połowę nabytego w trakcie małżeństwa mieszkania, które teraz jest warte ok. 160 tys PLN. Wystąpił z tym do sądu. Wiele kobiet jest w podobnej do mojej sytuacji - ja pracuję, zawsze pracowałam, bo przeciez trzeba było zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie i sama nie dojadałam, nie kupowałam sobie nowym ubrań, zero kosmetyków itp. aby wystarczyło na opłaty i życie - męża również. W 2000r. uzyskałam rozdzielność majątkową i odstawiłam męża od lodówki i wtedy dopiero zaczęło się nasze piekło. Mój wciąż jeszcze mąż uważa, że to ja i dzieci powinniśmy go utrzymywać, a nie on dzieci. Taka mentalność. Wierzcie mi, że nie każda kobieta chce od męża lub byłego męża "wyrwać"
alimenty i przeznaczyć je na swoje wydatki. Przecież to pieniądze dla dzieci, które oprócz tego, że nie mają pełnej rodziny, to często muszą również żyć w niedostatku.