W tym miejscu to mało ważne jakie wydano orzeczenie, ale moje pierwsze doświadczenie wynikające z obecności na posiedzeniu Sądu Najwyższego (jako obserwatora) jest niesamowite! Być może dlatego, że przewodniczyła kobieta, wszystko odbyło się bardzo elegancko. Na sali rozpraw nie było nawet ducha poniżenia wobec strony pokrzywdzonej, nie posiadającej pełnomocnika do reprezentowania w sprawie, w przeciwieństwie do sądów niższej instancji, w których nie dość, że w tym przypadku nie zapoznawano się szczegółowo z treścią pozwów i uzasadnień, nie rozważono powstałej krzywdy w celu jej naprawienia, to w obecności powoda ustalano z prawnikiem pozwanego treść wyroku. W SN jest inaczej. Aż dziwne, że do tego stopnia Sędziowie zapoznają się z treścią akt, że w analizie i wnioskach nie ma żadnego pominięcia. Rozumienie między innymi dzięki temu powstałej krzywdy, SN przełożył na możliwość jej naprawienia. Sędziowie SN, których mogłam oglądać i słuchać, zasługiwali na wielki ukłon. Prawdopodobie nie mają czasu na czytanie"jakiegoś tam"
forum, więc nie dotrą do Nich moje pochwały, ale myślę, że jeśli ktoś z państwa będzie się czuł bardzo pokrzywdzony i w walce o sprawiedliwość w sądach niższej instancji spotka się z bylejakością, to koniecznie powinien podjąć próbę w Sądzie Njwyższym. Tam przynajmniej
wyrok jest skutkiem "przyłożenia się" sędziów do problemu w celu jego rozwiązania a nie efektem kumoterstwa ze stroną pozwaną i lekceważenia pokrzywdzonego szukającego ratunku u "wszechmocnych". Wiem, że nie zawsze kończy się to wynikiem pozytywnym dla powoda, ale wrażenie ze sprawy jest nieporównywalne. Poza tym warto być obecnym na sprawie. Gmach i jego wystrój wewnętrzny też robią wrażenie.