Państwo z definicji ma określone jakieś zadania. Nie ma państwa bez obywateli, a wobec nich państwo zobowiązane jest zabezpieczać wykonywanie zarówno praw, jak i obowiązków. Obowiązkiem OBOJGA małżonków jest nie tylko po założeniu rodziny staranie o utrzymanie wspólnych dzieci, ale także po rozwodzie z jakiejkolwiek przyczyny on by nie nastąpił. Obecnie państwo zachęca do rozwodu i jak to nazwałeś - cwaniactwa. Ja jestem też po rozwodzie, pracuję i utrzymuję dwoje dzieci sama. Państwo stwierdziło, że skoro sobie radzę to trzeba mi jeszcze dokopać - nie mam żadnych świadczeń na dzieci, a
egzekucja alimentów jest bezskuteczna. Państwo swoje przekonanie o moim ,,bogactwie'' (nie spełniam warunków finansowych - czyt. za dużo zarabiam) opiera na moich dochodach brutto, od któych odejmuje jedynie
składki na ubezpieczenie zdrowotne. Reszta składników jest moim dochodem, bo ponoć kiedyś ja albo moje dzieci z niego skorzystają (
składki na emerytury, renty itp.). Nieważne, czy dożyjemy do tych odległych i niepewnych czasów nie mogąc w tej chwili samodzielnie decydować o tych ,,swoich'' dochodach. Skoro państwo nałożyło na mnie ustawowy obowiązek odprowadzania części moich dochodów w różne strony - bez prawa korzystania z nich w każdej chwili i w razie potrzeby - tak jak teraz, kiedy tak naprawdę tych pieniędzy w żaden sposób nie mogę wykorzystać na potrzeby mojej rodziny - to ja dziękuję bardzo za gruszki na wierzbie. Wniosek: wliczanie do moich dochodów gruszek na wierzbie uważam za bezprawne i sprzeczne nie tylko z zasadami współżycia społecznego, ale także z zasadami logiki. Pa.