Sąsiadka chora psychicznie

Odpowiedzi w temacie (0)

kamila007

7.10.2018

Witam, mam problem z sąsiadką, która prawdopodobnie jest chora psychicznie, albo ma demencję. Uciążliwość sąsiadki polega na tym, że sąsiadka rzuca przedmiotami, krzyczy bardzo głośno (budzi nas w nocy), wydaje taki odgłos, jakby uderzała kaloryferem z całej siły i ścianę. Co gorsza jeszcze trzy tygodnie temu napady te miała może 1-2 razy na tydzień. Od trzech dni ma napady szaleństwa każdej nocy (za każdym razem się budzimy) i w dzień też słychać jak krzyczy. Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli jest chora psychicznie to albo jej się pogarsza, albo nie bierze leków. Dzisiaj dodatkowo zaczęła też wyć, trochę jak pies, lub wilk. Teraz w tym momencie też ma napad i słychać, jak krzyczy, ale nie tak głośno ponieważ hałas jest wygłuszony przez dźwieki dnia. Sąsiadka też czasem płacze, ponadto jest prawdopodobnie osoba starszą. Tak przedstawia się sytuacja napadów, która zanim rozwinę do końca, napiszę, czemu uważam, że sąsiadka jest chora psychicznie. Same krzyki sąsiadki sa bardzo specyficzne. Słyszymy zawsze powtarzające się co paręnaście sekund wycie, niczym syrena policyjna - prawdopodobnie sąsiadka krzyczy wtedy "ibólibólibóliból" aż to utraty tchu, albo "ic*ujic*ujic*uj" itp, myślę, że wiadomo, o co chodzi. Za każdym razem sąsiadka krzyczy też o lodówce i o tym, że ktoś chce jej coś zrobić. Stąd własnie sądzimy, że mamy do czynienia z osobą chorą psychicznie. W mieszkaniu słychać czasem męski głos, a więc nie jest ona sama. Jesli chodzi o sąsiadów... sądzę, że oni nie wiedzą o tej sytuacji i już wyjasniam czemu: otóż z klatki schodowej kompletnie, ani kompletnie nic nie słychać. Jedyny dźwięk, dochodzący do naszego mieszkania jest z wentylacji. Hipotezy: 1. "Opiekun" odizolował mieszkanie tak, by sąsiedzi nie mogli nic słyszeć, również wygłuszył drzwi wyjściowe. Zapomniał jednak o wentylacji i rurach, które przenoszą dźwięki, jako, że wcześniej nikt nie mieszkał (dopiero niedawno się wprowadziłam i jako jedyna mam "dostęp" do odgłosów), no to nikt o tym nie wiedział. 2. "Opiekun" wgłuszył mieszkanie, w trosce i szacunek do sąsiadów, albo przez wstyd i strach przed napiętnowaniem, jednak wentylacji i rur nie może wygłuszyć. Co zrobić w takim przypadku? Boje się zadzwonić na policję, bo jeśli to jest "grubsza" sprawa i wcale nie mamy do czynienia z osobą chora psychicznie, tylko straumatyzowaną, to mam do czynienia z "Opiekunem", sadystą i psychopatą, który może mi cos zrobić. Dodatkowo przez to, że na klatce dosłownie nic nie słychać podczas napadów, jak policja przyjedzie może stwierdzić, że nic sie nie dzieje, bo nic nie słychać... Oczywiście jest też możliwa opcja najmniej patologiczna, czyli po prostu osoba starsza z demencją nie przyjmuje leków, albo je przyjmuje, ale ma regres. I co tutaj zrobić? Zadzwonić na pogotowie? Co się w takim przypadku może stać? Przymusowe wysłanie do szpitala psychiatrycznego? Prosze o konkretne rozwiązania, lub może doświadczenia rozwiązania tego problemu, dosyć nietypowego. Bardzo mnie niepokoi nie tyle to wycie i napady, ale to, że prawdopodobnie mieszkanie jest wygłuszone. W Internecie nie spotkałam tak opisanego przypadku.

Nie znalazłeś odpowiedzi?

DODAJ POST W TEMACIE

Aby odpowiadać na forum musisz się zalogować!

Potrzebujesz porady prawnej?

PODOBNE TEMATY NA FORUM

ZOBACZ TAKŻE: